Jak wytoczyć całkiem konkretną michę:
Niesamowita jest. Tylko te jej mięśnie dają do myślenia. Może powinnam wykupić karnet na siłownię?
Jak wytoczyć całkiem konkretną michę:
Niesamowita jest. Tylko te jej mięśnie dają do myślenia. Może powinnam wykupić karnet na siłownię?
Efekty nauki toczenia i eksperymentów ze szkliwami. Udało mi się osiągnąć bardzo „rakowy” efekt świecenia. Nie żebym to planowała…




Uważajcie, będzie tego więcej
Gaiwan [czyt. gaiłan] czyli czarka z przykrywką to chińskie naczynie do parzenia i picia herbaty. Zetknęłam się z tą uroczą formą dzięki znajomości z dziewczynami z Morza Herbaty.
Jak zobaczycie więcej gaiwanów, to przekonacie się, że mogą być dość różnorodne.
Ponieważ uległam urokowi gaiwana, pozwoliłam sobie trochę z nim poeksperymentować przy pomocy koła garncarskiego. Forma wdzięczna, miła i w przyjemny sposób rozwiązuje odwieczny problem dopasowywania przykrywek…
Moje gaiwany są trochę inne niż chińskie. Nie mają służyć do parzenia herbaty (przynajmniej nie ta seria), są większe, bardziej toporne, zrobione z czerwonej gliny i wypalane na 1050′C. Ot, polskie.


Znacie jeszcze jakieś realizacje gaiwana w glinie garncarskiej? Ktoś próbował?
Toczenie na kole wydaje się czynnością trochę magiczną. A przynajmniej sztuczką iluzjonisty, jeżeli operator koła zna się na rzeczy. Całkiem przyjemnie na te cuda popatrzeć, szczególnie w wykonaniu mistrzów ze wschodu:
Pan Japończyk ujął mnie sposobem w jaki wytoczył z jednej wielkiej bryły gliny komplet naczyń do herbaty. Oraz tym, że zasiadł do tej roboty w koszuli i spodniach w kancik…
Jak widać koszula i spodnie wyszły ze starcia bez szwanku. Nawet mankietom się nie dostało. Ja bym po tej operacji była umazana od stóp do głów gliną.
A tu ciekawa technika. Toczenie na kole ale nie do końca. Na wolnych obrotach koła koreański garncarz tworzy naczynie nakładając i uklepując kolejne wałki gliny. Technika wymaga koła z regulowaną prędkością obrotów (ach…) lub koła nożnego.
Jeśli się nie mylę, jest to podobny sposób tworzenia naczyń ceramicznych, do tego, który archeolodzy nazywają „techniką taśmowo- ślizgową”.

Od dłuższego czasu próbuję nauczyć się toczenia na kole. Kiedyś nie lubiłam tej techniki. Jej efekty wydawały mi się zbyt symetryczne i nudne. Zaczęłam trochę toczyć, ot żeby poznać podstawy. Wsiąkłam chyba przez przekorę. Poza tym głupio jak ceramik nie wie nic o toczeniu. Nie ma wtedy co powiedzieć w takie sytuacji:
„O, garnki lepisz, jak fajnie. Czy tocznie nie kole jest naprawdę tak trudne?”
Tak, jest trudne, dla mnie trudne jak… nie wiem co. Tyle czasu a ja w zasadzie nie wyszłam poza miseczki. Niezbyt duże miseczki muszę się przyznać. Czasem puzderka i wazoniki. Bardzo małe puzderka i małe wazoniki. Bo Tym kryterium w toczeniu na kole jest wielkość toczonego naczynia. Ale wszystko jeszcze przede mną.
Tylko z jednego jestem dumna – opanowałam technikę obtaczania spodów. Dlatego moje miseczki, owoc mej krawicy i męki, pokazuję głównie od spodu. Stopki à la chińska dynastia Song wychodzą mi już całkiem przyzwoicie