Pomyłka i przypadek często prowadzą do wielkich odkryć. Albo przynajmniej miłych odkryć
Odkryłam bardzo ładne bladoniebieskie szkliwo w wiaderku z napisem “niebieskie” kiedy szukałam agresywnie chabrowego kobaltu. Po wyjęciu rzeczy z pieca zdziwiłam się umiarkowanie – już się nauczyłam, że to jest moment, kiedy nie należy się niczemu dziwić.
Bladobłękitne szkliwo jest moim zdaniem dużo ciekawsze od kobaltowej niebieskości, której szukałam. I dobrze się dogaduje z czarną angobą (spryskiwanie wszkliwne).
Temperatura wypału: ok 1050′C.
Miseczka z dziubkiem miała służyć do wsypywania herbaty do czajniczka, ale dziubek jest za wąski. Myślę, do czego by ją wykorzystać…
Lizbona to raj dla ceramików. Szczególnie jeśli lubują się w malowanych płytkach ceramicznych. Znam takich kilkoro, wpis jest szczególnie dla nich.
Duża część starych domów w Lizbonie ma elewacje pokryte kolorowymi płytkami ceramicznymi zwanymi na półwyspie Iberyjskim azulejos.
Pięknie malowane płytki zdobią też oczywiście pałace i kościoły, ale na mnie największe wrażenie zrobiło to, że malowana ceramika jest na każdej przecznicy.
Toczenie na kole wydaje się czynnością trochę magiczną. A przynajmniej sztuczką iluzjonisty, jeżeli operator koła zna się na rzeczy. Całkiem przyjemnie na te cuda popatrzeć, szczególnie w wykonaniu mistrzów ze wschodu:
Jak toczyć na kole i się nie ubrudzić?
Pan Japończyk ujął mnie sposobem w jaki wytoczył z jednej wielkiej bryły gliny komplet naczyń do herbaty. Oraz tym, że zasiadł do tej roboty w koszuli i spodniach w kancik…
Jak widać koszula i spodnie wyszły ze starcia bez szwanku. Nawet mankietom się nie dostało. Ja bym po tej operacji była umazana od stóp do głów gliną. A Wy?
Od dłuższego czasu próbuję nauczyć się toczenia na kole. Nigdy nie lubiłam tej techniki, jej efekty są dla mnie zbyt symetryczne i nudne. Zaczęłam trochę toczyć, ot żeby poznać podstawy. A wsiąkłam chyba przez przekorę. Poza tym głupio jak ceramik nie wie nic o toczeniu. Nie ma wtedy co powiedzieć w takie sytuacji:
“O, garnki lepisz, jak fajnie. Czy tocznie nie kole jest naprawdę tak trudne?”
Pradziejowa ceramika może być niesamowitym źródłem inspiracji dla współczesnego garncarza. Japońska ceramika z epoki Jomon (neolit) zdecydowanie to potwierdza. Spośród glinianych dzieł wykonanych w starożytności, te naczynia i figurki są jednymi z najbardziej pobudzających wyobraźnię i wykraczających poza ramy zwykłego rzemiosła.
Patrząc na te powstałe z gliny przedmioty codziennego użytku, przychodzi na myśl refleksja, że wtedy człowiek po raz pierwszy w historii odkrył możliwości jakie daje ceramika i zachłysnął się nimi. Zauważył, że z tego błota może stworzyć nie tylko przedmiot praktyczny, ale cudo piękniejsze niż dzieła natury.
Kilka tygodni temu, w pewnej krakowskiej księgarni, wpadł mi w ręce album 500 Teapots z serii Contemporary Explorations of a Timeless Design wydawnictwa Lark Books. Po wpadnięciu nie mógł mi się już od rąk odkleić, czy raczej – ja nie mogłam się odkleić od niego. Na szczęście zostałam przekonana do zrobienia sobie prezentu i wyszłam z księgarni niezmiernie szczęśliwa.
Na album składają się zdjęcia 500 czajniczków rożnych autorów – od 1 do kilku prac jednej osoby. Każde zdjęcie jest opatrzone tytułem i krótkim opisem technicznym (techniki wykonania i zdobienia, temperatura wypału – zazwyczaj określona numerami stożków) a niektóre z nich mają dodatkowo komentarz autora.